W związku z wygraną w konkursie Essie, trafiła się okazja na profesjonalny manicure. Dawno się już na żaden nie wybrałam, twierdząc, że w domu wyjdzie mi taniej i równie dobrze. Czy to jednak prawda? Wiem, że wiele z was zapewne dzieli moją opinię i zastanawia się, czy pomalowanie paznokcia lakierem faktycznie powinno kosztować 60 zł. Pozwólcie, że rzucę na sprawę trochę światła.
Przyznaję - manicure, którego choć raz nie musisz robić samodzielnie, rośnie do rangi wyjątkowego (no chyba, że kogoś stać, by każdy robiony był w salonie). Choć wizyta w Kandara Wax&Nail była dopiero drugą w życiu przygodą z profesjonalnym manicure, mogę z przekonaniem powiedzieć, że nie spieszno mi do następnej. Uwielbiam czuć się wyjątkowo, ale za taką cenę?
Gdy po raz pierwszy zasiadłam u kosmetyczki, padło na mały, lokalny salon. Zapłaciłam niewiele, ale wciąż nie rozumiałam, dlaczego to "aż" tyle! Nie pamiętam kwoty, pamiętam uczucie. Manicure, który z powodzeniem mogę zrobić sobie w domu, w wolnej chwili, kosztował mnie więcej czasu, pieniędzy i zachodu, niż był tego wart. Gdy wygrałam konkurs Essie, byłam w siódmym niebie. Lepszy salon, lepsze lakiery, wyższe ceny. Liczyłam na szał i ponownie się rozczarowałam. Ok, wszystko było elegancko, ale znów - nie warte pieniędzy i zachodu. Nie dla mnie.
Nie próbuję tu obrazić salonu, osób, ani profesji kosmetycznej. Uważam, że pójście do kosmetyczki jest równie przyjemne, jak wypad do fryzjera. Zaznaczam więc, że manicure, o którym opowiadam, to tzw. manicure klasyczny. Nie ma tu mowy o hybrydach, żelach, tipsach i czym by tam jeszcze. Ja się w to nie bawiłam, nie bawię i bawić nie będę. Jeśli chcecie znać moje powody, chętnie odpowiem w komentarzach, a teraz przejdźmy dalej.
Dlaczego tak negatywnie
Negatywnie, bo na prawdę nie widzę powodu, by na manicure klasyczny wydawać pieniądze. Zawsze myślałam, że w salonie lakiery są magiczne. Że na łapkach lakier będzie trzymał się długo i szczęśliwie, a jedyny problem jaki się pojawi to odrost. Niestety, to tylko marzenia. Rzeczywistość jest taka, że lakier odprysnął mi po 5 dniach, czyli dokładnie tak, jakbym zrobiła zabieg w domu.
Okay, było pięknie, równo i bez wpadek. Było też jednak parę niedociągnięć, jak choćby nierówno spiłowany paznokieć, brzydka bruzda lakieru, zbyt głęboko odsunięte skórki (które zaczęły krwawić i niemalże doprowadziły mnie do omdlenia). Generalnie, wszystko pięknie ładnie, ale nie do końca.
Czy pozytywy w ogóle istnieją?
Jasne! Siedzisz sobie, spokojna o brak zajęć na czas schnięcia. Ktoś odsuwa ci skórki, nawilża dłonie, paznokcie, pięknie wszystko piłuje, maluje tyle warstw ile trzeba. Są odżywki, są olejki, jest kawa, herbata i soczek. Do wyboru, do koloru. A, no tak, wybór lakierów to całkiem inna bajka. To studnia bez dna! Przyjemnie jest oddać się w czyjeś ręce, zapomnieć o troskach i po prostu odpłynąć. Ale czy masz na to czas?
Przeciętna wizyta w salonie zajmuje ponad godzinę. Żeby jednak nie było - wychodząc, paznokcie były suche, ale uważać wciąż musiałam. Godzinę po wyjściu, w drodze do domu, przypadkowo dźgnęłam się paznokciem w paznokieć i zrobiłam wgłębienie. Świeży manicure zniszczony. Cudnie!
Kiedy warto pójść?
Jeśli zależy ci na profesjonalnej robocie, marzysz o czymś sztucznym (jak właśnie żele, hybrydy i wszystko, w czym doświadczenia nie mam), albo po prostu chcesz się poczuć rozpieszczona - polecam! Jeśli szykuje ci się specjalna okazja i nie chcesz siedzieć pół dnia malując i poprawiając - polecam! Jeśli ktoś opłaci ci wizytę - polecam! Leniwcom z pieniędzmi też polecam, a co!
Podsumowując. W domu nigdy nie wyjdzie idealnie. Woła cię łazienka, woła cię kuchnia, a gdy już myślisz, że masz święty spokój, wpadają goście z wizytą. Z salonu nikt cię nie wygoni, bynajmniej nie powinien, Świetna atmosfera, duży wybór kolorów, przyjemna forma relaksu. Wszystko jest super, o ile lubisz wydawać w ten sposób pieniądze. Bo nie ukrywajmy - na polską kieszeń się nie opłaca. Polską = studencką. Usługa klasycznego manicure w Kandara to koszt 60 złotych. Załóżmy, że wypadnie nam jedna wizyta na tydzień (gdybyśmy chciały postawić jedynie na tę wersję). Miesięcznie straciłybyśmy 240 zł. Dużo, mało, same oceńcie. Dla mnie to kosmos, o którym mogę jedynie pomarzyć. Pozostaję więc przy domowych robótkach. W końcu, czyż nie mówią, że sztuka czyni mistrza? A kosmetyczkę zostawię na specjalne okazje i dni, w których skórki potrzebują więcej, niż sama mogę im zaoferować.
A jak to wygląda u was? Wolicie zaoszczędzić pieniądze, czy w spokoju pozwolić zawodowcom robić to, co potrafią najlepiej? Ile powinna kosztować usługa klasycznego manicure? Czy 60 zł to dużo, czy mało? Zapraszam do dyskusji w komentarzach i proszę o pytania, jeśli czujecie, że coś pominęłam. Pozdrawiam i do usłyszenia w środę!
Ps. Kandara Wax&Nail nie sponsoruje tego wpisu, ale i tak ich polecę. Planuję wrócić, choć nie na manicure :)



Do salonu wybieram się tylko przed ważniejszymi uroczystościami, aby wszystko było zrobione schludnie i ładnie :) Sama nie potrafię malować paznokci, chyba że mam pół dnia wolnego i mogę na okrągło poprawiać, to co nie wyszło. :D
OdpowiedzUsuńhttp://mondayxmorning.blogspot.com/
Uwazam, ze klasyczny manicure powinien kosztowac do 35 zlotych.
OdpowiedzUsuńSama paznokcie robie w domu i nigdy nie chodze z tym do kosmetyczki. Nie widze sensu. Nawet jesli mialby byc to manicure hybrydowy.
Pozdrawiam!
http://lakierowerewolucje.blogspot.com
Nie zdecyduję się na taką usługę chyba aż do własnego ślubu. Gdy usłyszałam, że lakier zszedł Ci po 5 dniach, byłam w szoku, bo myślałam, że profesjonalnie zrobiony manicure drogim lakierem wytrzyma co najmniej 2 tygodnie. Cóż, gra niewarta świeczki. Ten robiony w domu wytrzymuje czasem dłużej niż 5 dni. Może i jest mniej precyzyjny, ale za to darmowy. A jestem zdania, że trening czyni mistrza, więc przy takiej wprawie i wykorzystaniu odpowiednich narzędzi, jak np. smarowanie skórek wazeliną przed nałożeniem lakieru, żeby ewentualne nierówności schodziły z łatwością, jesteśmy w stanie dojść do godnego podziwu poziomu. Jak się okazuje - perfekcja nie istnieje, skoro nawet w salonie mogą zrobić Ci krzywdę. To tak jeszcze a propos skórek - nienawidzę, gdy ktoś mi je robi. Sama znam próg swojego bólu i wiem, gdzie podciąć, żeby nie doprowadzić do rozlewu krwi. Nie zniosłabym, gdyby przytrafiła mi się taka sytuacja jak u Ciebie!
OdpowiedzUsuńZwykle robię sobie go sama, planuję też zakup sprzętu do manicure hybrydowego, bo malowanie paznokci to mimo wszystko nie jest czynność, którą bardzo lubię, jednak lubię mieć pomalowane paznokcie. :) Moim zdaniem w wielu przypadkach wykonanie takiego manicure w salonach jest drogie, wybieram pomalowanie sobie samej paznokci, niż płacenie takiej kwoty :)
OdpowiedzUsuńa ja zajmuję się łapkami moimi w domu, sama. tak jak mowisz - trening czyni mistrza, a mnie byłoby szkoda pieniadze za coś, co sama mogę zrobić :)
OdpowiedzUsuńjeśli do salonu to tylko na hybrydy, pzanokcie mam pomalowane praktycznie cały czas ze względu na pracę, nie miałabym czasu na ciągłe wizyty u kosmetyczki ;) a takto na spokojnie wieczorkiem sobie usiądę, wyciągnę moje semilaczki i w ramach relaksu zajmę się moimi pazurkami ;)
OdpowiedzUsuń