Czas podsumować kolejny tydzień. Pogoda dopisała, nie obyło się więc bez przyjaciół, fotografii, dobrego jedzenia i lenistwa. Majówka, niestety, już za nami. Czas wrócić do obowiązków. Przedtem jednak dawka przyjemnych wspomnień. Zaczynamy!
Wiosna!
Pamięcią trudno mi sięgnąć czasów, gdy majówka raczyła nas słońcem przez cały długi weekend. Śniegową majówkę - to już łatwiej sobie wyobrazić! W tym roku pogodowe aniołki się postarały. Wypoczynek zaczęłam już w piątek. Dla wielu chodzenie cały dzień (dosłownie) może nie zabrzmieć jak raj, ale dla mnie? Bomba! W niedzielę nie mogłam wstać z łóżka.
Co więc robiłam, spytasz? Poza jedną sprawą urzędową (na myśl o której powieka zaczyna mi drżeć), skupiłam się całkowicie na znajomych. W swoim mieście nikogo nie mam, więc każdy wypad do Wrocławia wykorzystuję do maksimum. A jeśli można przy tym pobawić się dobrym aparatem? Nie musisz prosić! (dzięki, Marta, za tę szansę!)

Żarcie!
Lubię jeść. Każdy lubi jeść. Jedzenie jednoczy ludzi, jest idealnym wypełniaczem niezręcznej przestrzeni i co by nie tylko. Zwykle nie pozwalam sobie na jedzenie "na mieście", ale czasami należą się wyjątki. Majówkowe menu to krem z pomidorów z parmezanem i mozarellą, zupa z rzodkiewki, deska kiełbasek, a domowo krem z brokuła. Mniam mniam!
Czas dla siebie!
Samotność ma swoje plusy! Prasa i kawka? Nie ma sprawy! Spacerek z muzyką? Załatwione. Domowe zabawy w kuchni? Extra! A na deser maraton serialowy. Swoją drogą, to bardzo niebezpieczne hobby. Dlaczego wpis pojawił się dziś po południu? Bo w ferworze oglądania całkiem o nim zapomniałam. Uups! Już się poprawiam!
A teraz ty zabierzesz głos. Jak minęła majówka? Jakieś ciekawe wyprawy, przygody? Może nowy romans? A może sen, którego wciąż nam mało? Czekam na odpowiedzi, a tymczasem uciekam gotować. Do usłyszenia :)
Ps. Większość zdjęć pojawiła się już wcześniej na Insta lub Facebooku, zapraszam więc do linków w nagłówku, jeśli chcecie być na bieżąco! :)










Proszę, proszę. Aleee dużo zupek, u mnie dziś też płynna dieta, najlepsza detoksykacja. Po majówce czuję się jak ociekająca tłuszczem, grillowana kiełbasa, więc przyda się oczyszczanie! Majówka minęła pod znakiem lenistwa, aktywnego lenistwa. Dużo spacerów, wycieczek rowerowych i górskich. Była masa dobrego jedzenia, dlatego teraz niemalże się toczę. Moja majówka zwykle trwa dwa tygodnie!!! Ledwo skończy się weekend a zaraz jest następny, też grillowy, a później tygodniowe świętowanie urodzin. Ahh nie mogę się doczekać!
OdpowiedzUsuńTa biała ścianka na zdjęcia jest fenomenalna! *.*
OdpowiedzUsuńDużo energi czuć w tym poście, super że się nie nudziłaś i fajnie spędziłaś weekend :)
Pozdrawiam :)
Lovett Lov
u mnie majówka, rodzinnie, ze znajomymi i właśnie serialowo :D padło na Once Upon a Time ;)
OdpowiedzUsuń