6/21/2016
Miesiąc po, czyli pierwsza recenzja kwasów Bravura London
To nie jest wpis sponsorowany. Wszystkie opinie są moje i tylko moje, a wysoka ocena marki wyraża jedynie poziom zadowolenia. Uwierzcie, gdybym zaczęła z nimi współpracować, z radości wyskoczyłabym z okna.
Wow. To już miesiąc, od kiedy kurier zapukał do drzwi, zupełnie niespodziewanie. Miesiąc, od kiedy pierwszy raz nałożyłam na twarz peeling kwasowy. Miesiąc, od kiedy poznałam znaczenie słów regularność i dokładne mierzenie czasu. Początkowo planowałam zrobić jeden wpis poświęcony serii, ale zrozumiałam, że to się nie uda. Lepiej pisać na świeżo, śledzić postęp i dzielić się nim w miarę upływu czasu. Po miesiącu zrozumiałam, że doprowadzenie skóry do porządku to nie jest bułka z masłem, a hormony to wredne dziady. Nie przedłużając, zapraszam na miesięczny update kosmetyczny. W roli głównej kwasy Bravura London. Do dzieła! :)
Od początku
Skąd w ogóle pomysł na peelingi kwasowe? I dlaczego akurat tę firmę wybrałam? Odpowiedzi są dwie, bardzo proste, posiadające wspólny mianownik. Caroline Hirons. Tak tak, ta sama, zawsze ta sama. Odbyłam z nią jakiś czas temu dość ciekawą rozmowę na twitterze, której finałem było właśnie stwierdzenie, że muszę wypróbować kwasy. Nie wiedziałam jednak gdzie zacząć, czego szukać, i jak do cholery nie stracić fortuny. Z pomocą przyszła jedna z czytelniczek Caroline, która poleciła właśnie Bravurę. Sprawdziłam stronę, porozmawiałam z właścicielką i bum, znalazłam dokładnie to, czego szukałam.
Dlaczego Bravura
Po pierwsze, jakość. Bravura to mała firma zlokalizowana w Londynie. Choć biznes kręci się dookoła świata (wysyłka niemalże wszędzie), to nie jest to jedna z tych marek, które łatwo znajdziesz na rynku. To czyni ich wyjątkowymi - są po prostu małą, rzemieślniczą firmą, która wie co robi.
Po drugie, cena. Mimo zamawiania w obcej walucie i sprowadzania kosmetyków z Anglii, za zestaw zapłaciłam około 240 zł. Ktoś mógłby się złapać za głowę, albo złapać mnie za głowę, i porządnie nią potrząsnąć. Dajcie mi jednak wytłumaczyć. Kosmetyki tego typu trudno znaleźć, bynajmniej ja miałam z nimi problem. Nie każdemu można zaufać w kontekście pochodzenia, a to w końcu coś, co masz zamiar położyć na swoją twarz. Wreszcie, nie wszystkie kosmetyki zawierające kwasy są pozbawione śmieci. Często nie posiadają też wystarczająco wysokiego stężenia, co w rezultacie nie daje oczekiwanych efektów.
Po trzecie, profesjonalizm. Tego nie dostaniecie w żadnej firmie, którą przejrzałam pod kątem kwasów. Profesjonalna opinia. Zwyczajowo wypadałoby się udać do dermatologa na konsultację. Tutaj jednak, konsultacja odbywa się online, jest zupełnie darmowa i bardzo dogłębna. Można by pomyśleć, pic na wodę - chcą sprzedać jak najwięcej produktów. Nic z tego. Konsultacja odbyła się mailowo. Na odpowiedź chwilę czekałam, ale było warto. Seria bardzo dokładnych, specyficznych pytań totalnie mnie zaskoczyła. Amanda, założycielka i kosmetolog, poprosiła mnie o dokładną listę wszystkich kosmetyków, które używam. Rano, wieczór, maseczki, pielęgnacje dodatkowe. Wszystko! Pytała też o dietę, przyzwyczajenia, a przede wszystkim dokładny opis problemów skórnych. Z góry zaznaczyła, że może zasugerować mi zmianę niektórych kosmetyków, jeśli będzie to konieczne. Uznała też, że nie muszę kupować wszystkich kosmetyków od niej - jeśli coś z mojej aktualnej półki w zupełności mi wystarcza, żaden problem. Tak więc mogłabym tak na prawdę skończyć na darmowej konsultacji, ale to nie był mój cel. Po dogłębnej rozmowie przyszedł czas na wybór kosmetyków. Amanda poleciła mi dwa kwasy, tonik, płyn do demakijażu oraz krem. Postawiłam na pierwsze trzy (kwasy + tonik), jako że płyn był podobny do mojego z TBS, a krem mam z tołpy i pasuje mi idealnie. Dostałam dokładną instrukcję dotyczącą stosowania, łączenia produktów i generalnego obchodzenia się ze skórą. Złożyłam zamówienie i czekałam. Przesyłka doszła po tygodniu! Tygodniu! Z Anglii! Toż to po samej Polsce dłużej idą. Pozytywne zaskoczenie.
Produkty
Nie będę wchodziła w szczegóły każdego z nich, na to jeszcze przyjdzie czas. Napomknę jednak o rezultatach, jakie do tej pory zaobserwowałam, bo przecież po to tu jesteśmy.
Tonik: Przyjemnie odświeża, przywraca naturalne PH skóry, przygotowuje do kolejnych kroków pielęgnacyjnych. Bełkot o przydatności toników słyszałam już nie raz, wy na pewno też, ale jakoś nigdy nie brałam sobie do serca i koniec końców, nie używałam. Ale Amanda kazała, więc nie będę się sprzeciwiać. Dobrze zrobiłam. Tonik zawiera małe stężenie kwasu glikolowego, który delikatnie złuszcza i wygładza naskórek. Skóra jest faktycznie ładniejsza po użyciu i bardziej gotowa na krem. Był okres, kiedy brzydziłam się dotknąć swojej twarzy, czując pod palcami łuszczący się naskórek. Koniec z tym!
Kwas salicylowy: zalecony ze względu na zmiany trądzikowe, zdecydowanie pomógł mi z najpilniejszymi problemami. Pamiętać jednak należy, że wyleczenie trądziku to nie kwestia tygodnia, dwóch, czy nawet miesiąca. Zauważyłam poprawę, ale hormony to cholery, więc wciąż walczę.
Kwas glikolowy: to gwiazda zakupionego trio. Tekstura mojej skóry poprawiła się tak bardzo, że samej ciężko mi w to uwierzyć. Zniknęła egzema, zniknęła łuszcząca się strefa T, zniknął brzydko osadzający się podkład. Jestem przeszczęśliwa. Gdybym mogła, stosowałabym go codziennie i polecała każdemu. Dopiero teraz widzę różnicę, między peelingiem fizycznym, a chemicznym. Jakościowo nie ma porównania. Już nigdy więcej nie wrócę do drapiących, sztucznych ziaren, które przy cerze trądzikowej są więcej, niż niewskazane. To jak szorować drucianą gąbką patelnię teflonową. Powodzenia próbującym.
Miesiąc używania. Reakcja skóry? Jak najbardziej pozytywna. Zadowolenie jej właścicielki? Jeszcze bardziej pozytywne. Nawet ludzie w bliskim otoczeniu zauważyli zmianę! Stosunek ceny do wydajności jest mega (pomijając tonik, który schodzi najszybciej, ale to logiczne - kwasów używam co drugi dzień, a właściwie to co czwarty, a toniku codziennie). Nie zamierzam szybko rezygnować z usług Bravury. Co więcej, następnym razem zamówienie powiększę o nowe produkty. Kto wie, być może niebawem wyprę z łazienki wszystkie inne kosmetyki? Czas pokaże. A jak wygląda wasza pielęgnacja? Na jakie formy złuszczania stawiacie? Co musi mieć w sobie firma, by przekonać was do siebie? Czekam na opinie, chętnie wdam się również w dyskusje. Zapraszam do komentowania, pozdrawiam i do usłyszenia! Xx




Super! A jakie piękne opakowania :)
OdpowiedzUsuńżałuję, że nie pokazałaś zdjęcia swojej buźki, bo zrobiłabyś im reklamę i może przyszliby po współpracę :D. Wiedziałam, że jesteś zadowolona, ale zachwyciła mnie konsultacja dermatologiczna online. Zwykle gdy zamawiasz dietę przez Internet czy chociażby kosmetyki, obawiasz się tego, że nie do końca jest to spersonalizowane. Tu nie mam wątpliwości. Wszystko wydaje się mega profesjonalne i byłabym pewna że oddaje się w dobre ręce! Super recenzja - rzeczowa, lekko napisana i okraszona ładnymi zdjęciami :)
OdpowiedzUsuńPrzeżyłam już mały romans z kwasami i jak najbardziej byłam zadowolona, ale efekt nie był aż tak piorunujący. Zaintrygowałaś mnie tą „bravurą". Wszystko od początku do końca wydaje się bardzo profesjonalne, aż kusi, żeby spróbować.
OdpowiedzUsuń